Japonia. Świat według reportera.

„Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych” Władysława Kopalińskiego definiuje słowo „reportaż” następująco: „gatunek publicystyczno-literacki, żywy opis prawdziwych wydarzeń, oparty na obserwacji autora”. Reporter zaś to „dziennikarz – sprawozdawca informujący o (lokalnych) wydarzeniach bieżących”.

O ile Piotra Kraśkę można określić mianem reportera, o tyle mianem reportażu popełnioną przez niego książkę już nie za bardzo.

Gdyby nie nikczemny format oraz wielkość czcionki niczym dla niedowidzących, zamiast „dzieła” stustronicowego mielibyśmy do czynienia z trzydziestostronicową broszurą.

Zdjęcia użyte w tej publikacji także do autora nie należą – o czym możemy dowiedzieć się z ostatniej strony. Wręcz należy o tym wspomnieć, bowiem do tej pory miałem do czynienia z reportażami, w których autorzy umieszczali zrobione głównie przez siebie zdjęcia. W tym jednak przypadku materiały graficzne zawdzięczamy Wikipedii oraz stronie Shutterstock. Coraz bardziej zaczynam wątpić w to, że Kraśko do Japonii wyjechał.

Jeśli chodzi o treść, jest naprawdę kiepsko. Mam wrażenie, że na te 100 stron może 10 to przekaz autora na temat tego, czego sam doświadczył podczas wizyty w Tokio (dalej niestety się nie zapuścił, rozmiar klęski mógł zobaczyć tylko w telewizji, gazetach bądź usłyszeć z zeznań świadków). Mógłbym rozpisywać się i podać mnóstwo przykładów, ale ograniczę się do dwóch zarzutów.

Pierwszy, o którym wcześniej wspomniałem, to mała ilość reportażu w reportażu. Kilka stron (wątpliwych) może by się W SUMIE uzbierało, rozrzuconych po całej książce. Większość informacji można znaleźć w innych polskich publikacjach. Gdyby Kraśko był naocznym świadkiem opisanych w swojej publikacji historii, musiałby mieć jakieś 200 lat i przypłynąć do Japonii wraz z komodorem Perrym w 1853 roku. Autor próbuje poruszać się po tak wielu płaszczyznach i tematach, że mamy wrażenie czytania o wszystkim i o niczym. Niestety wszystko to „gdzieś już było”, podane jednak w o wiele lepszej formie, zarówno w publikacjach traktujących o wydarzeniach historycznych (chociażby „Życie codzienne w Japonii u progu nowoczesności (1868-1912)” Louisa Frédérica czy „Japonia. Historia państw świata w XX wieku” Ewy Pałasz-Rutkowskiej, Katarzyny Stareckiej), jak i tych o życiu codziennym (świetna „Japonia zmienna czy niezmienna” Jolanty Tubielewicz oraz „Życie po japońsku” Janiny Rubach-Kuczewskiej).

Drugą rzeczą, która bardzo mi się nie podoba, jest zbytnie odbieganie od tematu. Reportaż o Japonii, w którym mniej więcej połowa treści to wspomnienia autora z pobytu w innych krajach. Ktoś szukający informacji o Kraju Wschodzącego Słońca może poczuć się oszukany. Nie dość bowiem, że do jego rąk trafia książeczka tak naprawdę trzydziestostronicowa, to na dodatek mało jest tego, czego można się spodziewać po jej tytule. Żeby nie być gołosłownym, przytoczę cytat z trzystronicowego rozdziału „Przepraszam, czy naprawdę nie ma nic do jedzenia?”:

„(…) Pierwszy raz widziałem wtedy tak wściekłych, zdesperowanych, załamanych, zniecierpliwionych i zagubionych Amerykanów. Przez całe ich życie wszystko działało. Bardzo niewielu pamiętało pewnie rok 1973, pierwszy wielki kryzys naftowy na świecie. Ceny benzyny w Ameryce poszybowały wtedy w górę. Po raz pierwszy w historii na stacjach ustawiały się kolejki. Nabywcy aut zaczęli się interesować tym, ile palą. Wcześniej nikt nie zaprzątał sobie tym głowy. Litr benzyny kosztował wtedy mniej niż litr wody gazowanej do picia. Gdy w 2005 roku Karina zrujnowała część amerykańskiego wybrzeża, dla jego mieszkańców nastąpił niemal koniec świata. A co najmniej nastał świat znany z serii filmów Mad Max – bezprawie i walka o podstawowe dobra, przede wszystkim o paliwo. Dla obywateli państwa, które uważało się za imperium, to było niewyobrażalne. Zaskakiwało mnie, jak wielu z nich myślało, że tak będzie już zawsze. (…)”.

Wychodzi więc na to, że sięgając po ten „reportaż” wybieramy się w podróż po wszystkich krajach, które odwiedził autor.

Moja niechęć do tej książki nie zrodziła się w trakcie lektury. Zaczęło się od szumnych zapowiedzi, z których jasno wynikało, że dzięki tej pracy będziemy w końcu mieć okazję poznać wiele informacji o Japonii. Część z nich, co mnie w sumie nie dziwi, brzmiała jak mający przykuć oko nagłówek na plotkarskiej stronie, np. „Dlaczego Japonki kochają Davida Beckhama, a japońscy mężczyźni uwielbiają baseball?”. Inne zaś po raz kolejny przyczyniały się do mitologizowania odmienności, w której przybysze z zewnątrz nie są w stanie się odnaleźć – „Dlaczego żaden obcokrajowiec nie potrafi opanować sztuki kłaniania się zgodnie z miejscową etykietą, ani obsługiwać najnowocześniejszych toalet świata?”.

Banały, ciekawostki – różnie można to nazywać. Jednak opis, jaki przeczytałem, brzmiał niczym przekaz: wszystko, co do tej pory wiedzieliście o Japonii wsadźcie między bajki, tylko tutaj poznacie prawdę. Panie Kraśko, to wszystko już opisano, a Pan to skompilował na swój sposób. Pomysł na książkę był zapewne podobny jak w przypadku poprzedniej publikacji autora, czyli „Smoleńsk. 10 kwietnia 2010” – napisać coś o dużym wydarzeniu szybko i wysłać na półki księgarń. W tym przypadku jednak mamy do czynienia z jedną z najgorszych pozycji związanych z Japonią, jakie miałem okazję przeczytać.

Nie polecam, za te 10-15 złotych lepiej iść do kina.

Marcin Siudak

Japonia - front

Informacje o książce
Tytuł: Japonia. Świat według reportera
Autor: Piotr Kraśko
Wydawnictwo: G+J RBA
Liczba stron: 96
ISBN: 978-83-7596-234-5

Share Button

1 comment

  1. Yatsu Marzec 23, 2013 8:34 am  Odpowiedz

    Brawo! Kraśko siedział w hotelu i bał się wyjść na zewnątrz, a wszystkie relacje nadawał z hotelowego parkingu nie widząc nic na własne oczy. Kraśko-reporterem?! Jedynie sprawnym odczytywaczem treści przygotowanych przez innych. Co do publikacji (na miano książki z pewnością nie zasługuje), to wydało ją wydawnictwo, w którym koleżanka Kraśki podejmuje wiążące decyzje. Jak to w Polsce; rączka rączkę myje i byle chłam ale kolegi się wyda i da mu się zarobić – to tule o kulisach powstania tej pracy…

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *