Droga do domu. „Pożegnania” Yōjirō Takity

Departures

Młody filharmonik Daigo Kobayashi, wspierany przez piękną i skromną żonę, żyje jak we śnie. Tym bardziej nagłe jest dla niego przebudzenie: rozwiązanie niedochodowej orkiestry, w której pracuje, zastaje go z wysoką pożyczką na nową, przepłaconą wiolonczelę. Nagła konfrontacja z długami i bezrobociem rodzi w nim pragnienie ucieczki. Dlaczego nie powrócić z partnerką do domu rodzinnego na prowincji, do swych korzeni, gdzie można zacząć od nowa? Reżyser filmu mógłby się skupić w „Pożegnaniach” na problemach współczesnych, młodych Japończyków – życiu w czasach bezrobocia, schyłku dotychczasowego porządku na rynku pracy, kryzysu tożsamości i tradycyjnych ról płciowych. Realizując opowieść oddającą specyfikę jego kraju, stworzył jednak obraz uniwersalny, dotykający spraw życia i śmierci, poddając swych bohaterów, naiwnych i niechętnych dorosłemu życiu, niełatwej próbie: lekcji dorastania.

Yōjirō Takita nie byłby sobą – perfekcyjnym rzemieślnikiem, doświadczonym  na polu kina erotycznego pinku eiga, a przez to bardziej otwartym i bezczelnym od filmowców bez takiego stażu – gdyby nie zdecydował się w obyczajowych „Pożegnaniach” na odważną tematykę i to podaną w przewrotnej formule. Jego bohater staje się, trochę na skutek przypadku i wbrew własnej woli (a może – z powodu braku asertywności) pracownikiem firmy, zajmującej się przygotowaniem ciał do pochówku, zanim zostaną one przekazane do kremacji. Takita, podejmując temat śmierci i związanej z nią symboliki, poruszył sprawy wciąż będące tabu w japońskim społeczeństwie. Wybrał jednak dla nich jak najbardziej tradycyjną, żeby nie powiedzieć anachroniczną, formę filmową.

Zdjęcia Takeshiego Hamady do „Pożegnań” niewiele różnią się od tych, które operator nakręcił do kostiumowego „Ostatniego miecza” Takity. Dominują w nich subtelne, złamane i lekko przygaszone kolory o palecie ograniczonej do zieleni, brązów i szarości, co jest znakiem rozpoznawczym staromodnej samurajskiej trylogii jidai-geki, zrealizowanej w zaawansowanym wieku przez reżysera Yōjiego Yamadę wraz z operatorem Mutsuo Naganumą. Delikatna kolorystyka i nieśpieszne tempo, wyznaczone przez narrację poprowadzoną z żelazną logiką, godną dzieł powojennych mistrzów kina Nipponu, zbliżają obraz Takity bardziej do grona dzieł należących już do historii japońskiej kinematografii niż współczesnych produkcji, których autorzy są skłonni do odważnych eksperymentów. Ten formalny neokonserwatyzm w „Pożegnaniach” nie dziwi, zważywszy na brak w nich treści subwersywnych i kontestacyjnych. Zamiast prowokacji rodem z niegrzecznego i szalonego kina Takashiego Miike (który w ciągu ostatnich lat też przeszedł z kina autorskiego na stronę studyjnego kina popularnego) Takita wolał zrealizować film, który z pozoru jest dziełem w pełni harmonijnym, a przez to przystępniejszym w konsumpcji.

Ostry i gorzki humor, który już z powodu samego tematu filmu potrafi przybrać zaiste czarny ton, podstępnie i z uporem rozsadza uporządkowaną narrację. „Pożegnania” wraz z upływem czasu potrafią zaskoczyć, zarówno pod względem samej fabuły, jak i formalnych niuansów. I tak jak większość postaci nie tylko skrywa sporo sekretów, ale i potrafi zerwać ze swoimi przyzwyczajeniami, tak Takita, przynajmniej na kilka krótkich chwil, pragnie sprowokować swojego widza, zestawiając paradoksalnie opresyjną anonimowość miejskiego centrum z familiarnością cechującą prowincję. W „Pożegnaniach” powaga i porządek rytuału śmierci, ból po utracie najbliższych są zderzone z afirmacją życia i nieułagodzonym humorem. Zamiłowanie szefa firmy (zajmującej się tytułowymi pożegnaniami) do perfekcyjnego, estetycznego pośmiertnego makijażu zostaje skontrastowane z przyjemnością, którą czerpie on gotując wymyślne potrawy i z zauważalną przyjemnością konsumując zamówione dania w gronie swych pracowników.

Uległość, podporządkowanie grupie i niezdolność do wyrażania własnej opinii, tak charakterystyczne dla Daigo, w miarę upływu czasu i nabycia przez niego tak długo pożądanej pewności siebie,  ustępują dochodzącemu do głosu indywidualizmowi. Stworzenie pozytywnego wzorca jednostki, która potrafi funkcjonować poza zbiorowością i zbudować integralną tożsamość to jeden z głównych problemów powojennego japońskiego kina.
W nostalgicznych „Pożegnaniach” Takita spogląda wstecz, w stronę dzieciństwa Daigo, niezrealizowanych przez bohatera marzeń, ale i szerzej  – w kierunku już utraconej, agrarnej przeszłości Japończyków. Z pomocą postaci młodego mężczyzny, zagubionego w nowoczesnym świecie i poszukującego własnej drogi poza zurbanizowaną przestrzenią centrum, reżyser próbuje symbolicznie przywrócić zerwane więzi jego rodaków z naturą i tym aspektem ich życia, który wydaje się należeć już do przeszłości.

Tak przygotowana przestrzeń „Pożegnań” staje się dla Takity podstawą do refleksji nad współczesnością, postrzeganą poprzez kryzys nie tyle gospodarczy, co społeczny i jednostkowy. I tak jak Daigo Kobayashi musi się zmierzyć z figurą nieobecnego i enigmatycznego ojca, tak i japońscy widzowie w czasie seansu mają szansę na konfrontację z tym, co choć wciąż pozostaje tabuizowane, jest przecież niezwykle istotne, a przy tym niezbywalne.

Marek Bochniarz

Okuribito Cover

Informacje o filmie
Tytuł: Pożegnania  (おくりびと, Okuribito)
Reżyseria: Yōjirō Takita
Scenariusz: Kundo Koyama
Rok produkcji: 2008
Kraj produkcji: Japonia

Share Button

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *