Karolina Styczyńska – polska gwiazda shogi

Polscy sportowcy od lat odnoszą sukcesy w japońskich sztukach walki, a dzięki wydarzeniom z ostatnich tygodni możemy śmiało powiedzieć, że mamy swojego reprezentanta także na arenie tradycyjnych gier japońskich. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Karoliną Styczyńską, która jako pierwsza cudzoziemka przyjętą na profesjonalny kurs shogi przez Japońskie Stowarzyszenie Shogi.

Nasza Japonia: Właśnie wróciłaś z Japonii. Wyjazd „sportowy” czy może raczej wakacyjny?

Karolina Styczyńska: Pojechałam do Japonii na zaproszenie Japońskiego Stowarzyszenia Shogi, aby zagrać w amatorskim turnieju RyūŌ. Wyjazd obfitował w wiele wydarzeń związanych z grą w shogi, ale udało mi się też zobaczyć parę ciekawych miejsc.

Ćwiczyć trzeba zawsze i wszędzie. Nawet tuż po przylocie do Japonii w pociągu do japońskiego domu.

To była pierwsza twoja wizyta w tym kraju? Jak postrzegasz Japonię?

To była moja czwarta wizyta. Pierwszy raz zostałam zaproszona przez Madokę Kitao, profesjonalistkę shogi. Poznałyśmy się w Internecie, powiedziałam jej o swoich marzeniach związanych z shogi i wszystko się zaczęło. Udało mi się zobaczyć świat shogi i pokochać go bardziej.
Za drugim razem zostałam zaproszona na turniej Joryū Ōza, w którym udało mi się pokonać profesjonalną zawodniczkę. Trzeci raz był miesiąc temu. Ponownie zostałam zaproszona na wspomniany turniej, także odpadłam po drugiej rundzie. Wtedy też odbył się pierwszy dzień egzaminu do Kenshūkai, gdzie nie poszło mi najlepiej. Tym razem zostałam zaproszona na turniej amatorskiego RyūŌ. Słowo amatorskie bynajmniej nie oznacza, że byli tam słabi zawodnicy. Mur dla mnie nie do przejścia. Poza tym udało mi się spotkać wielu ciekawych ludzi i doszlifować moje umiejętności. I co najważniejsze, w drugim i ostatnim dniu egzaminu do Kenshūkai udało mi się zakwalifikować w klasy C2.

Wygląda na to, że jak na amatora świetnie sobie radzisz: w ubiegłym roku jako pierwsza cudzoziemka pokonałaś profesjonalnego zawodnika z Japonii, a teraz pojawiły się informacje, że jesteś pierwszą cudzoziemką przyjętą na program szkoleniowy dla profesjonalnych zawodniczek. Jak wygląda takie szkolenie?

Pragnę tylko zaznaczyć, że jest różnica między profesjonalną zawodniczką (ladies/lady professional) a profesjonalistą (professional). Ogólnie każdy może wystartować w wyścigu do zostania profesjonalistą. Wymaga to przejścia przez Kenshūkai, Shoreikai, a na końcu zwycięstwa w lidze 3dan Shoreikai.

Karolina wskazująca swoje imię na wielkiej planszy do shogi w studiu telewizyjnym. Na planszy przeciwnik nie ma wieży, ponieważ była to partia handikapowa ze sławnym profesjonalistą Hirose Akihito.

Szkoleniem, na które się dostałam, jest właśnie Kenshūkai. Jest tutaj wiele osób, które muszą rozgrywać między sobą po 8 partii w miesiącu. Od wyników zależy, czy możemy awansować do wyższej klasy, czy może spaść do niższej. Najniższą klasą jest klasa F, najwyższą A. Aby dostać się do Shoreikai, należy znaleźć się w klasie A lub B. Shoreikai jest kolejną drabinką, której przejście często zajmuje wiele lat pracy. Jednakże, jak już wspomniałam, jest też możliwość zostania profesjonalistką. Tutaj sprawa jest o wiele łatwiejsza, ponieważ wystarczy pozostać przez pół roku w Kenshūkai w klasie C1. Jest wiele profesjonalistek, jednak żadnej kobiecie nie udało się przejść przez Shoreikai i zostać profesjonalistą. Chociaż na pewno usłyszymy o takiej wkrótce, bo w Shoreikai znajduje się bardzo silna zawodniczka, której życzę powodzenia.

O twoich sukcesach rozpisywały się największe gazety w Japonii, m.in. Asahi Shimbun, a także Tokyo Times, The Japan Times czy agencja prasowa Kyodo News. Spodziewałaś się takich sukcesów?

Sukcesów się nie spodziewa, na sukcesy się pracuje i liczy, że może szczęście dopisze… Chociaż w duszy zawsze musi gdzieś siedzieć ten diabełek, który mówi „pójdź i zrób to, uda się”.

Które z osiągnięć jest dla ciebie najważniejsze?

Odpowiem tak nie wprost: podjęcie wyzwania i walka o marzenia. To bardzo trudny krok, o którym się często zapomina.

Jednak, aby pojawiły się sukcesy, potrzeba lat praktyki. Kiedy właściwie zaczęła się twoja przygoda z shogi?

Moja przygoda z shogi zaczęła się w 2008 roku. Natknęłam się na shogi w mandze Naruto. Jest tam postać o imieniu Shikamaru, wokół której jest wiele metafor związanych z shogi, jak i opis samej gry.

Shogi to planszowa gra strategiczna, podobnie jak popularne w naszym kręgu kulturowym szachy, więc dlaczego wybór padł właśnie na shogi?

W szachy oczywiście też grałam, ale w shogi urzekła mnie możliwość powrotu figur na planszę. Jeśli w szachach mamy do czynienia z częstymi remisami, ponieważ ilość figur spada pod koniec partii, to w shogi gra końcowa jest bardzo dynamiczna i remisy stanowią rzadkość.

Ponoć masz swoją ulubioną „strategię” – na czym ona polega?

Trudno ją opisać bez wprowadzenia odrobiny teorii shogi. W tej grze mamy po jednej wieży. Moja ulubiona strategia polega na przesunięciu tej figury na 3 kolumnę od lewej. To tak zwana Sangenbisha. Oznacza to, że jestem typem gracza furibishatō (bo lubię przesuwać wieżę). Dodatkowo mogę powiedzieć, że wolę atakować niż się bronić.

Na portalu 81dojo.com, który oferuje możliwość grania z innymi zawodnikami w shogi, występujesz pod pseudonimem „Oneye”. Skąd taki nick?

Będąc w liceum, stwierdziłam, że nie będę się w shogi angażować. Dlatego też będę grać, mając „jedno oko” na planszy, a drugie gdzie indziej. Cóż, problemy z koncentracją wciąż mam, ale jeśli chodzi o zaangażowanie, to się pomyliłam. I dobrze.

Zdjęcie z przyjęcia powitalnego turnieju amatorskiego RyuuOu. Po prawej prezydent Japońskiego Stowarzyszenia Shogi Tanigawa Koji.

Strony takie jak wspomniany wyżej 81dojo.com czy shogidojo.com umożliwiają rozgrywki w Internecie. Czy ewentualne sukcesy/porażki w takich meczach mają wpływ na czyjś ranking, czy jest to po prostu forma ćwiczeń i zdobywania praktyki?

Rankingi w Internecie oczywiście o czymś świadczą i mają pewnie odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale nie są oficjalne. Punkty rankingowe zdobywa się na turniejach zaakceptowanych przez Federację Europejskich Stowarzyszeń Shogi (FESA) – jest to tak zwany ranking FESA. Innymi oficjalnymi rankingami są te zdobyte w japońskich dojo, szczególnie w należącym do Japońskiego Stowarzyszenia Shogi (Nihon Shogi Renmei). Można więc mieć ranking europejski, jak i ranking japoński.

Z artykułów w Internecie można wywnioskować, że twoje sukcesy oparte są na pokonaniu zawodniczek-profesjonalistek – czy kobiety grają tylko z kobietami?

Jak wcześniej wspomniałam mamy podział na profesjonalistki i profesjonalistów. Są turnieje tylko dla mężczyzn, jak i tylko dla kobiet. Są też turnieje mieszane. W jednym turnieju profesjonalnym udział mogą brać także amatorzy. Jeśli chodzi o świat amatorski, to nie spotkałam się ze specjalnymi podziałami. Faktem jest, że w shogi gra mniej kobiet, ale nikt im tego nie utrudnia.

Co to znaczy być „profesjonalnym graczem” w shogi? Czy można mówić tutaj o budowaniu kariery, tak jak w innych dziedzinach sportu, czy jest to może raczej dodatek do codziennej pracy zawodowej?

Jeśli chodzi o profesjonalistów, im więcej odnosi się sukcesów, tym więcej się zarabia. Profesjonaliści zarabiają wystarczająco dużo, aby się z tego utrzymać. Jeśli chodzi o profesjonalistki, tutaj sprawa się komplikuje. Często muszą one dodatkowo pracować.

Jakie są twoje plany na najbliższe lata, jeśli chodzi o shogi? Wyznaczyłaś sobie jakieś konkretne cele do osiągnięcia?

W październiku planuję wyjazd do Japonii na studia. Do tego czasu moim celem będzie nauka japońskiego, która nigdy mi szybko nie szła. Jeśli chodzi o samo shogi, najbliższym celem będzie awansowanie w Kenshūkai do klasy C1 i awans do Lady Professional. Im szybciej tym lepiej, bo za Kenshūkai trzeba płacić (haha).

A jak u ciebie z językiem japońskim? Uczyłaś się go przed pierwszymi sukcesami, zaczęłaś po nich, a może jego znajomość nie jest ci do niczego potrzebna?

Shogi można nauczyć się bez znajomości języka japońskiego, jednak jest on bardzo przydatny. Większość materiałów do nauki napisana jest w tym właśnie języku. Drugim najpopularniejszym językiem będzie angielski. Znajomość tego języka osobiście mi się przydała. Jeśli chodzi o mój japoński, nie jest on imponujący. W tym momencie muszę ciężko popracować, żeby znacznie podwyższyć swoje umiejętności. Bez tego w Japonii będę czuć się zagubiona.

Zdjęcie rzeźbionego skoczka. Tworzenie figur do shogi jest niełatwą sztuką.

Ostatnio media obiegła informacja o tym, że pierwszy raz w historii program komputerowy pokonał profesjonalnego gracza w shogi. Zapewne większość z nas pamięta, jak wielkim wydarzeniem była przegrana Kasparova z Deep Blue w 1997 r., a teraz maszyna wkroczyła również na tę arenę. Myślisz, że można to uznać za przełom w historii tej tradycyjnej gry? Może też chciałabyś kiedyś zmierzyć się z takim programem?

Każdy silniejszy program na pewno by mnie pokonał… Ale poczekajmy aż program komputerowy pokona naszego Kasparova, czyli mistrza Habu Yoshiharu. Wtedy zacznę się bać. Mam też nadzieję, że popularność shogi w Polsce będzie wciąż wzrastać i będziemy mogli pochwalić się silnymi graczami na Mistrzostwach Europy, czy na turniejach w Japonii. Zapraszam do nauki gry!

Bardzo dziękujemy za rozmowę! Życzymy powodzenia i samych sukcesów w shogi!

Karolina Styczyńska może poszczycić się wieloma osiągnięciami. Należą do nich między innymi:
– 4. miejsce na International Shogi Festival
– Tytuł Najlepszej Kobiety w Europie
– Mistrzyni Polski 2012
– Pierwsza cudzoziemka, która pokonała japońską profesjonalistkę w oficjalnym meczu
– Pierwsza cudzoziemka w Kenshūkai

Wywiad drogą mailową przeprowadziła Agata Czapkowska i Marcin Siudak
Zdjęcia wykorzystane w tekście są własnością Madoki Kitao

Share Button

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *