Nowy magazyn Asia on Wave

Ostatnio na rynku pojawił się pierwszy numer czasopisma Asia on Wave. Magazyn ten koncentruje się na informacjach związanych z szeroko pojmowaną azjatycką kulturą. Udało nam się porozmawiać z redaktorką naczelną, Martyną Raszką, którą postaraliśmy się odpowiednio przemaglować.

NaszaJaponia: Czy możesz powiedzieć kto stoi za całym przedsięwzięciem?

Martyna Raszka: Jeśli chodzi o całe przedsięwzięcie, to był mój pomysł. Magazyn współtworzy ze mną grupa dwudziestu osób. W tym nasi korespondenci, graficy, dział reklam i PR.

NJ: Jak rozpoczęła się Wasza przygoda z tworzeniem takiego magazynu? Kto do kogo się zgłosił, gdzie szukaliście chętnych do pisania tekstów?

Martyna: Przygoda? Jak to gdzie? W łóżku ; ) A tak poważnie, to tak… w łóżku. O drugiej w nocy leżąc i myśląc „co mogę zrobić w życiu i co mogę dać od siebie”, wpadł mi do głowy pomysł wydania magazynu online. Myślałam, że dziewczyny zabiją mnie za smsy o tej godzinie <śmiech>, ale o dziwo wszystkie rano zjawiły się na umówionym spotkaniu, niestety wirtualnym. Skąd wzięłam ludzi? Jeździłam trochę na koncerty j-rockowe. Tam poznałam Kirę, której niestety już z nami nie ma i Lladię, która jako jedna z trzech osób pozostała ze starej ekipy Kakusei Wave. Drugą osobą jest Angelika Sierko, no a trzecią ja. Dodam, że w KW pracowały same kobietki! Wydałyśmy wersję online i pomimo naszej niewiedzy myślimy, że była to wersja udana, dzięki której zyskaliśmy trochę „fanów”. Teraz jesteśmy AoW, pewnie zapytasz dlaczego. Po przemaglowaniu ekipy, która teraz jest stała, postanowiliśmy wprowadzić inne kraje azjatyckie jako pierwszy magazyn w Polsce.

DSCN1049

NJ: Po skompletowaniu zespołu jaki był kolejny krok? Gdzie szukaliście wydawcy?

Martyna: Po skompletowaniu zespołu, jak już pisałam wcześniej, przyszła pora na wydanie online. W marcu 2012 wyszedł pierwszy numer Kakusei Wave. Ale jeszcze przed nim szukaliśmy kontaktów z japońskimi artystami, byłyśmy bardzo zaskoczone, że jest tyle chętnych zespołów. Dopiero później z lekkim sercem mogłyśmy powiedzieć – „Skończone”. Wydawcy zaczęliśmy szukać w kwietniu 2012. Napisaliśmy kilka maili, odezwał się jeden, niestety trefny. Przez ponad pół roku nie załatwiliśmy nic, gdzie mogliśmy wydać kolejne numery online. Po tej małej porażce pomocną dłoń wyciągnął do nas mój znajomy, który powiedział „wydam was”. I tak zaczęła się przygoda na poważnie.

NJ: Nie obawiałyście się ryzyka? W końcu w dobie Internetu mnóstwo informacji jest na wyciągnięcie ręki, nie mówiąc o tym, że coraz mniej osób sięga po różnego rodzaju drukowane treści.

Martyna: A kto w tych czasach nie obawia się ryzyka? Wychodząc z domu, nie masz pewności, czy wrócisz. Wszystko jest na wyciągnięcie ręki, dlatego też sięgnęłyśmy głębiej aż do zespołów, bo kto w tych czasach nie chce się dowiedzieć więcej o swoich idolach?

NJ: Na czym koncentruje się Wasza działalność? Czym staracie się przyciągnąć czytelników?

Martyna: Nasza działalność… to przede wszystkim rozprzestrzenianie szeroko pojętej tematyki azjatyckiej. W naszym magazynie znajdziecie muzykę, kulturę, modę, kuchnię, a także recenzje czy turystykę. Chcemy pokazać ludziom to, co my widzimy. Chcemy wydobyć całe piękno z Azji i umieścić je w naszym magazynie. Kto wie, może będą rzeczy, o których nigdy nie słyszeliście?

NJ: Jak wygląda tworzenie takiego magazynu „od kuchni”?

Martyna: Myślę, że to nasza słodka tajemnica ; )

NJ: Z kim do tej pory udało Wam się nawiązać współpracę?

Martyna: Myślę, że to bardzo dużo jak na nowe, w dodatku niszowe czasopismo. Nawiązaliśmy współpracę z wieloma zespołami i wytwórniami, zarówno japońskimi jak i koreańskimi. Teraz zaczynamy sięgać na wyższą półkę muzyki: PS Company, Sony Music, a także koreańskie wytwórnie, tj. YG Entertaiment, SM Entertaiment. Zobaczymy co z tego wyjdzie i co nam przyniesie los. Jeśli chodzi o współprace krajowe, współpracujemy z Centrum Kultury Ambasady Chińskiej i Koreańskiej, a także z Centrum Studiów Polska-Azja, Fundacją Odkryj Chiny czy Muzeum Azji i Pacyfiku. Nasza lista jest o wiele dłuższa, a w niej różne organizacje związane z Chinami, Japonią i Koreą. Nie zabrakło współpracy z radiem internetowym MRH, portalami i stronami fanowskimi. Jedną z najważniejszych współprac dla nas jest sklep internetowy Kawaii Shop. Wraz z właścicielką sklepu mamy poważne plany co do przyszłości magazynu i jej sklepu. A co z tego wyjdzie? Zobaczycie to w niedalekiej przyszłości, jeśli tylko pozwolicie magazynowi się rozwinąć. Wszystkim bardzo dziękujemy za współpracę.

DSCN1002

Nawet kot był przerażony ilością paczek z magazynem.

NJ: Czy wzorujecie się na jakichś zagranicznych czasopismach? Któreś jest dla Was przykładem na to, jak trzeba bądź nie należy pisać?

Martyna: Jeśli chodzi o czasopisma zagraniczne, na początku chcieliśmy wzorować się na Cure, lecz z tego nic nie zostało. Postanowiliśmy zrobić coś swojego i wyjątkowego.

NJ: Czy uważasz, że na polskim rynku jest jeszcze miejsce na czasopismo lub czasopisma poświęcone innym aspektom kultury azjatyckiej?

Martyna: Jeśli chodzi o inne czasopisma, niektóre są po prostu od siebie niezależne. U nas jak widać, nie konkurują ze sobą w sposób widoczny. Nie mamy zamiaru nikogo „zmiatać” z rynku. Mamy zamiar zrobić wszystko, żeby na tym rynku zostać i iść własnym torem.

NJ: Jakie wymagania postawił przed Wami wydawca i jakie cele sami sobie stawiacie?

Martyna: Zrobić wszystko, żeby magazyn pozostał wśród fanów Azji. To jest nasze zamierzenie i nasz cel.

NJ: Być może ktoś z czytających ten wywiad będzie chciał spróbować dołączyć do Waszej ekipy. Jest taka możliwość? Jeśli tak, czego oczekujecie od potencjalnych kandydatów?

Martyna: Zawsze jest taka możliwość, chociaż nie lubimy rotacji, wolimy kogoś stałego w naszej ekipie. Czego oczekujemy? Dorosłego podejścia i lekkiego, przyjemnego pióra.

DSCN1098

Przedsprzedaż była tragiczna! Oczywiście dla wysyłających. Pracowały 3 osoby, a wysyłek było ponad 200.

NJ: Odchodząc nieco od tematu Waszego czasopisma, czy uważasz, że azjatycka muzyka może się w Polsce wybić, stać się jeszcze bardziej popularna?

Martyna: Muzyka jest zaliczana do trendów. Sądzę, że popularność, która jest teraz, jest już dość wysoka. Niestety w niektórych przypadkach kończy się jedynie na jej słuchaniu, z tego względu, że wytwórnie nie puszczają swoich artystów do Europy i wolą zawojować drugim co do wielkości rynkiem muzycznym świata – w Japonii albo wzbić się na szczyt w Ameryce. Nie jest to dla ludzi przeszkodą, bo starają się jak mogą, żeby promować w Polsce zespoły azjatyckie, a także próbują ich ściągać do naszego kraju. Wspólnymi siłami jesteśmy w stanie zrobić wszystko.

NJ: Często osoby słuchające zespołów pochodzących z Azji nie rozumieją ich tekstów. Co zatem sprawia, że mimo wszystko trafia ona do relatywnie licznego grona?

Martyna: Nie wiem jak inni, ale ja jestem taką osobą, do której najpierw trafia muzyka. Jeżeli wpadnie mi w ucho – zespół zdobywa moje serce. Jeśli chodzi o tekst, najczęściej podsyłam znajomym do przetłumaczenia lub szukam ich w wersji angielskiej, wszak mój japoński nie jest jeszcze taki dobry, żeby tłumaczyć samej. Czemu trafia do szerszego grona? Jest to moje personalne zdanie, ale większość osób po prostu lubi wygląd Azjatów, tym bardziej jeśli mowa o koreańskim popie czy visual kei w Japonii. Niestety są też tacy fani, którzy kierują się tylko wyglądem, żeby wiedzieć czy posłuchają danego zespołu. Bo kto z nas jak byłyśmy nastolatkami nie miał swojego „męża”?

NJ: Czego na polskim rynku brakuje? Jak wygląda sprawa z koncertami, dostępnością płyt i innych gadżetów związanych z azjatyckimi zespołami?

Martyna: Koncerty nie są sprawą tanią, dlatego też organizatorzy w Polsce niechętnie się za to biorą. Rozmawiając z muzykami o sprzedaży płyt, dostawałam odpowiedź, że w Europie takowa sprzedaż jest nieopłacalna. Bariera jest raczej po stronie azjatyckiej niż po naszej. My chcemy, ale oni nie mogą nam tego dać. Mam nadzieję, że kiedyś się to zmieni. Czego u nas brakuje? Może nie tyle na rynku… ale brakuje prawdziwej wiedzy o Azji, bo łatwo jest pojechać do Japonii czy Korei, a niestety później rzeczywistość okazuje się całkiem inna.

Wywiad przeprowadzony został zdalnie, bardzo dziękujemy Martynie za poświęcony czas i życzymy całemu zespołowi sukcesów!

Osoby zainteresowane nabyciem magazynu zapraszamy na stronę Sklepu. Z kolei w tym miejscu znajdziecie fanpage magazynu na Facebooku.

Share Button

5 Comments

  1. alix Marzec 25, 2013 7:37 pm  Odpowiedz

    Wywiad jest ciekawy i nawet przyjemnie by się go czytało, gdyby nie toooona błędów interpunkcyjnych.
    Rany, ludzie – czytajcie dwa razy to, co napiszecie? Przecież zjedliście przecinki w takich oczywistych miejscach, że pozostaje mi tylko zgrzytać zębami. O tym, że przed „który/-a/-e” (w większości przypadków, zależnie od orzeczenia i takich tam) stawia się przecinek, wiedzą chyba dzieci już z podstawówki.

    Do tego: „wydam Was” – na serio wielką literą? Proponuję poczytać sobie o zaimkach osobowych, sądzę, ze będzie to wielka korzyść dla redakcji i dla czytelników. Mnie z taką pisownią to wszystko czytało się dość ciężko i niekoniecznie przyjemnie,

    Pozdrawiam,
    Ala

  2. Marcin Siudak Marzec 25, 2013 7:45 pm  Odpowiedz

    Dziękuję bardzo za komentarz, przy czym pozwoliłem sobie sprawdzić teraz na szybko wszystkie „który/a/e” i akurat przecinki tam są. Oczywiście jeśli ma Pani dodatkowe uwagi, z chęcią ich wysłucham.

    Pozdrawiam,
    Marcin

    • alix Marzec 25, 2013 8:05 pm  Odpowiedz

      Och, no dobrze – przyznam, że brak przecinka przed „który” faktycznie zdarzył się tylko jeden, a ja za bardzo uogólniłam. Raczej przez to, że ogólna wadliwa interpunkcja trochę mnie zdenerwowała. :) Jestem tym rodzajem grammar nazi, który nade wszystko uwielbia przecinki, więc to w moim przypadku dość naturalne.

      „Kto wie, może będą rzeczy o których nigdy nie słyszeliście?”

      Natomiast błędy można znaleźć jeszcze w tych zdaniach:

      „Przygoda? Jak to gdzie? W łóżku ; )” -> brak kropki po „łóżku”
      „O drugiej w nocy leżąc i myśląc „co mogę zrobić(…)” -> brak dwukropka
      „Teraz jesteśmy AoW, pewnie zapytasz dlaczego.” -> IMO, dobrze by zrobiło rozbicie na dwa zdania
      „Po tej małej porażce, pomocną dłoń wyciągnął do nas mój znajomy, który powiedział „wydam Was”.” -> też dwukropek
      „Wychodząc z domu, nie masz pewności czy wrócisz.” -> przed „czy”
      „Chcemy pokazać ludziom to co my widzimy(…)” -> przed „co”
      „Myślę, że to nasza słodka tajemnica ; )” -> znów kropka
      „Zobaczymy co z tego wyjdzie” -> przed „co”

      Ze strony redakcji NJ błędów się nie dopatrzyłam, jedynie w wypowiedziach MR jest tyle błędów, że dosłownie zgrzytałam zębami.
      Byłabym wdzięczna, gdyby ktoś je poprawił – naprawdę źle się czyta, kiedy co chwilę przerywam sobie z myślą, że: „no nieeee, jak można tutaj nie postawić przecinka; to takie oczywiste miejsce!”.

      Pozdrawiam,
      Ala

  3. Marcin Siudak Marzec 25, 2013 8:14 pm  Odpowiedz

    Dziękuję za uwagi, skonsultowałem się z jeszcze jedną osobą i mam nadzieję, że zgrzytów jest już zdecydowanie mniej. Mogę obiecać na przyszłość (dla dobra wszystkich), że położymy większy nacisk na interpunkcję w kolejnych tekstach. Nie jestem w stanie za bardzo ingerować w tekst bez wiedzy autorki, jeśli chodzi o coś więcej niż przecinki i kropki : )

    Pozdrawiam,
    Marcin

  4. Aye Marzec 25, 2013 9:44 pm  Odpowiedz

    Wywiad początkowo był wrzucony nie poprawiony ;) Tak to jest jak pisze się to co ślina na język przynosi. Mieliśmy zmieniać, a później jakoś każdy zajął się swoimi sprawami i jakoś… przeszło. No ale już jest poprawiony ;)

Leave a comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *